Styl Vintage, zdjęcia Retro niczym z polaroidów

Styl Vintage, zdjęcia Retro niczym z polaroidów


Hej kochani!
Jeśli jesteście tutaj ze mną już od dłuższego czasu to pewnie wiecie, że kiedyś na blogu pojawiało się bardzo dużo zdjęć. Teraz bardziej skupiłam się na kategorii Beauty. Jednak nie chcę się skupiać tylko i wyłącznie na kosmetych, więc inne posty też się pojawiają. Dzisiaj chcę Wam pokazać moje zamówienie z Projektogram. Dowbrze wiecie, że uwielbiam zdjęcia. Wybrałam sobie formę zdjęć retro, które wyglądają jak te robione polaroidem. W dalszej części powiem Wam jakie zdjęcia wybrałam i jak chcę je wykorzystać.


Trochę informacji o zdjęcia ze strony projektogram.pl

Zdjęcia Retro, inspirowane polaroidami - klasyką fotografii rodem z zeszłego wieku, która dziś przeżywa swoją drugą młodość. Dla nastolatków to zupełna nowość, dla starych ogromny sentyment. Są dostępne w różych rozmiarach, ja wybrałam ten najmniejszy. Produkty wykonane są z największą uwagą o szczegóły. Każda sztuka zdjęcia jest wykonana ręcznie na wzór tego, co wysłamy w zgłoszeniu. Nie będę tu pisać jak to zrobić, bo wystarczy wejść na stronę wybrać zdjęcia i gotowe. Wszystko jest dokładnie opisane. 


Jakość zdjęć jest bardzo wysoka, mają wysoką gramaturę papieru, bo aż 255 g. W dotyku są takie jedwabne i nie zostają na nich odciski palców. Są odporne za zachlapania i nie wyginają się. Jak dla mnie super. Wszystko jest wyraźne i ostre, a to najważniejsze!



Jak możecie zobaczyć zdjęć mam dosyć sporo i większość z nich nie jest mojego autorstwa. Wybrałam dosłownie kilka swoich zdjęć, żeby po prostu mieć je w takiej formie na pamiątkę, a reszta to spora dawka inspiracji z pinteresta i instagrama. Pomyślałam, że super się sprawdzą w moim Bullet Journal. Na pewno pojawi się jakiś post właśnie z wykorzystaniem w Bujo.



Ja osobiście uwielbiam styl vintage, a taka forma zdjęć najbardziej mi się z tym kojarzy. Jak Wam się podobają?
nowe włosy, w końcu zdecydowałam się na ombre

nowe włosy, w końcu zdecydowałam się na ombre

Hej kochani!
Dopiero co minęły cztery miesiące tego roku, a dzieje się u mnie coraz więcej. Ten rok zdecydowanie zapowiada się lepiej niż poprzedni, który był dosyć średni.. W każdym razie na pewno zrobię jakieś podsumowanie w grudniu. Bardzo dawno nie było tego typu wpisu tutaj. Zwykłego, lifestylowego, trochę pamiętnikowego. Myślę, czy nie wrócić też do takich postów z mojej codzienności. Dajcie znać co o tym myślicie i czy jesteście za.

Od bardzo dawna chciałam zrobić sobie ombre. Ale ciągle zwlekałam z pójściem do fryzjera. A to nie miałam kiedy, a to nie wiedziałam kogo wybrać, żeby wyjść z uśmiechem na twarzy. Moim największym mrzeniem, jeśli chodzi o włosy jest metamorfoza u Sylwii Gaczorek, ale póki co nie stać mnie na wydanie tylu pieniędzy na włosy. Dlatego szukałam dobrego fryzjera w moim mieście. Mój chłopak mi podpowiedział, że ma koleżankę, która jest fryzjerką i robi włosy już długo w zawodzie. Znaleźliśmy jej salon i  się zapisałam. W czwartek byłam u fryzjera i zafarbowałam włosy. Oczywiście zrobiłam ombre. Może pamiętacie, że kiedyś już miałam pasemka ombre ( tutaj post ). To było 3 lata temu i szczerze jak tak teraz na to patrzę to zapłaciłam za nic. Moje włosy naturalnie się rozjaśniają od słonca, jednak w biegiem lat są coraz ciemniejsze. Dlatego zdecydowałam się na ombre. Zafarbowanie całych włosów u mnie nie wchodzi w grę. 


Na zdjęciu wyżej możecie zobaczyć efekt kilka godzin po wizycie u fryzjera. Jestem mega zadowolona. Nie jest to efekt, który bardzo rzuca się w oczy. Jest raczej delikatny i naturalny, ale mimo wszystko go widać. Nie tak jak w przypadku pasemek ombre z przed kilku lat. A i jeszcze zapomniałam wspomnieć, że podcięłam też końcówki o jakieś 10 cm jak nie więcej, a dalej są długie jak nei wiem co. Zdecydowanie częściej muszę podcinać włosy.

Dajcie znać jak Wam się podoba i czy mam dodawac też posty lifestylowe z takiej codzienności jak kiedyś? :)
Odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco

Odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco


Hej kochani!
Dzisiaj chciałam Wam napisać co nieco o pomadce z peelingiem firmy Sylveco, którą możecie znaleźć na przykład na stronie Stragan Zdrowia. Pewnie jestem jedną z ostatnich osób, które wcześniej jej nie testowały, ale bardzo dużo o niej słyszałam. W koncu postanowiłam sprawdzić na własnej skórze jak się sprawdza. Czy jest fajna dowiecie się w dalszej części posta.


Odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco

Naturalna regeneracja ust:
- spękanych
- przesuszonych
- wrażliwych

Hypoalergiczna, odżywcza pomadka, zawierająca naturalne drobinki ścierające w postaci brązowego cukru trzcinowego. Taki peeling delikatnie złuszcza i doskonale wygładza usta. W składzie pomadki znajduje się bogaty w przeciw-utleniacze i kwasy NNKT olej z wiesiołka o właściwościach silnie regenerujących. Pozostałe oleje, wosk pszczeli i masła roślinne pielęgnują delikatny naskórek ust, zapobiegają ich wysychaniu i pękaniu. Aktywny składnik - betulina - działa kojąco na wszelkie podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki.


Jako, że moje usta są dosyć często przesuszane, ciągle szukam idealnego produktu. Pomadka z peelingiem z Sylveco zdecydowanie należy do moich ulubieńców. Bardzo fajnie złuszcza naskórek, a usta po jej zastosowaniu są miękkie i delikatne. Podpisuję się pod tym, co obiecuje producent. Ma bardzo ładny zapach taki trochę marcepanowy. Niektórym może on się nie spodobać, ale mi osobiście bardzo przypadł do gustu. Drobinki są wielkości cukru i mocno ździerają martwy naskórek. Niewielka ilość wystarczy do jednego użycia i przez to produkt jest niesamowicie wydajny. Czytałam opinie niektórych dziewczyn, że bardzo szybko się kończy. Nie mam pojęcia ile trzeba tego nakładać na raz, bo ja dając niewielką ilość mam satysfakcjonujący mnie efekt. Po jakiś dwóch miesiącach stosowania niewiele mi jej ubyło, ale nie używam jej codziennie.

A Wy używałyście pomadki z peelingiem od Sylveco? Jestem ciekawa jak się u Was sprawdza :)
Notes do Bullet Journal - Devangari Art

Notes do Bullet Journal - Devangari Art


Jeśli obserwujecie mnie na snapie - olusky ( a jeśli nie, to serdecznie Was tam zapraszam ) wiecie, że czekałam na nowy notes do Bullet Journala. W moim planowaniu zrobiłam sobie małą przerwę, bo mój poprzedni notes okazał się jednak wielką klapą. Dlatego potrzebowałam czegoś nowego i padło na notes od Devangari Art. Na stronie znajdziecie kilka oryginalnych wzorów, które widać od razu, że zostały stworzone z pasji. Dobrze wiecie, że lubię rzeczy, które cieszą oko. Chciałam Wam pokazać jak wygląda notes z bliska i przedstawić podstawowe informacje na jego temat.




Na początku wspomnę, że notesy ze strony Devangari Art, a właściwie ich okładki są stworzone na podstawie ręcznie wykonanych rysunków autorstwa Agnieszki Cicheckiej. Ja wybrałam sobie model Black marble, bo nie dość, że uwielbiam motyw marmuru, to stwierdziłam też, że będzie mi pasował po prostu do wszystkiego. Dodatkowo mam mały bloczek Garden.



To moze teraz Wam przedstawię, że tam powiem dane techniczne notesu:
- format 13x20 cm ( trochę mniejszy od A5 )
- oprawa miękka, szytoklejona, kaszerowana, 450g
- matowa ochronna folia na okładce
- 176 stron
- kartki w jasno-szare kropki zadrukowane co 5mm
- papier biały 120g
- notes rozkłada się na płasko
- 2 satynowe tasiemki
- gumka spinająca, zamocowana na nitach
- koperta z tyłu notesu
- zaokrąglone narożniki



Jak możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu zrobiłam już mały test i powiem Wam, że praktycznie nic nie prześwituje! Czekajcie na następne posty o Bullet Journal. Może macie jakieś sugestie dotyczące tematów postów o Bujo? Jeśli tak to dajcie znać, chętnie je zrealizuję :)
Copyright © 2014 Olusky , Blogger